Calendar
| <<
January 2007
|
| S | M | T | W | T | F | S |
| |
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | | | |
Powered by
|
Agua de Beber, tak sie nazywa szkola capueiry założona w saragossie przez Branco. Poznałysmy go przypadkiem, jak chyba wszystkich podczas swieta del Pilar. Potem dlugo dlugo nie widzialysmy i spotkalysmy go po miesiacu. Zaczelismy rozmawiac o wszystkim, a w zasadzie ja (bom gadula) i postanowilam sie wybrac na zajecia. Po prawdzie to chyba nie jestem stworzona do tego sportu (nie mam ruchow kobiety z poludniowej ameryki) ale przynajmniej przyjemnie sie oglada. Ponizej kilka zdjec z wystepow przy Aljaferii (zamek w saragossie), kilka z La Iglesia (dyskoteka a raczej wiekszy bar gdzie są brazylijskie czwartki), i kilka z wigilijnej kolacji w wydaniu brazylijsko-hiszpanskim. Ten w czerwonej koszulce to Branco, czarny chlopaczyna to Joseph (Congo - w capueira kazdy dostaje nowe imie), u ktorego byla wigilijna impreza. Dziewczyny z serbii a reszta sypatyczni ludzie z ameryki poludniowej albo hiszpanii... Jak pocwicze z dziesiec lat to moze mi sie uda zrobic jakies marniutkie salto.. poczekamy zobaczymy.
In Zaragoza there is one school of cauperia. It name is Agua de Beber. Maby you want to start to practice it? They have classes on mondays on university - in campus pedro de cerbuna, other days? i forgot:) but u can call:) You can see some photos from exhibition in front of one bar, some from exhibition in La Iglesia and few photos from Xmass dinner. But sorry, i am very bad photograph (i had to tell it once more)
|
Bylysmy, a co poszlysmy na koncert Ice-cube i Doble v. Uf, jak kupilysmy bilety juz bylysmy zajarane, nasz najwiekszy skarb w domu i sprawdzanie co piec minut czy jeszcze tam sa. Raz w zyciu mozna sie wybrac. Umowilysmy sie z francuzami o czwartej (bo koncerty od piatej), wykonalysmy jednego drinka (wersja cenzurowana) i w droge. Koncert byl troche za miastem, trzeba bylo pojsc na przystanek i pol godzinki w autobusie. A na miejscu 10 000 ludzi, czy tam pietnascie, w kazdym razie ciezko bylo zliczyc. Koncert byl naprawde w porzadku. Najpierw R de Rumba pokazal co potrafi. Potem Ice Cube dal swoj show. To juz chyba nie jest raper tylko aktor. Wszystko dopracowane wszystko dokladne, od spodni w kancik i perfekcyjnie wypracowanej bluzki, zegarka na ktory musialabym pracowac przez kolejne trzydziesci lat az po kazde slowo ktore mowil. Chociarz zapomnial gdzie ma koncert - ale to nic, hiszpanie nie rozumieja angielskiego:) Ice Cube byl tylko supportem dla Doble V, ktorzy wydali niedawno kolejna plyte. Jest to pierwszy hiphopowy krazek, ktory od premiery byl najlepiej sprzedajaca sie plyta w calej hiszpanii. A chlopaki naprawde przyjemni i normalni. Byli bardziej zajarani tym ze ktos z Polski obczaja ich muzyke niz ja ze z nimi rozmawiam. Bylysmy w pierwszym rzedzie, zrobilysmy klika zdjec ale marny ze mnie fotograf. Ponizej nasze dzielo...
We went on this concert with Jef and Faraksen, but it was so many people inside that we lose each other very fast. Anyway, party was good, I can not say that no. At first Ice Cube gave a good show (he is not raper anymore, he is an actor). Anyway. He wanted everybody to scream to him FUCK YOU ICE CUBE. Ok, he wanted he had it. Strange habbits from the USA :) After Ice Cube there was Doble V. It was a greate concert. They were lansing their new CD. Everybody were screeming and scanding name of the band. Few pictures below, but of course, i am a bad photograph.












|
No tak, tutaj jest o czym poopowiadac. Jesli chodzi o hiszpanow to kazdy dzien oprocz poniedzialku to impreza. Saragossa nie odbiega od normy pod tym wzgledem. Nie wiem jak agacie uda sie przeprowadzic selekcje jesli chodzi o zdjecia. Na początku oczywiscie nie wiedzialysmy gdzie pojsc - a jak sie nie wie to trzeba pojsc wszedzie. Co nas milo zaskoczylo - dziewczyny nie musza placic praktycznie za nic - dlatego ze mozna je policzyc na rekach. Hiszpanki jakos nie przepadaja za dyskotekami czy imprezami, a jak juz przychodza to po 3,4, nie wiem z czego to wynika. Podejrzewam ze tyle trwa lans:) A wyniki naszych badan sa takie:
- la cucaracha ma najlepsze czupito, czyli piecdziesiatki drinkow - cubanitos (cos jak lody z bita smietana). Jedego wieczoru pracowalam tam na barze - ale po prawdzie nie wiem co tam robilam, dostalam sie niechcacy :) la tierra ma darmowe piwo, ale kolejka jak za czasow komuny, Pascullila, Badel, Parros de Cafe mozna wrzucic do jednego worka - w porzadku. Kurcze milion historii i nie wiem ktora wybrac zeby opisac..
Pierwsze zdjęcia to domówka u kolegi który ma Fretkę, impreza klasowa (z tym że klasa nie nasza:). Poznalysmy bardzo fajna dziewczyne - Pol hiszpanka pol syryjka. Corrida de Torros jest jednak niebezpieczna. Opowiadala ze jej dziadek w drodze do pracy zostal dzgniety przez byka, bo nie mial pojecia o zwyczaju puszczania byczkow przez miasto. Jak zawsze wyszedl z domu a tu o prosze - stado pobieglo na niego.. no nic smutna historia, ale z moralem - trzeba sie orientowac w imprezach w miescie - szczegolnie jak jest to hiszpania. A u nas kiedy sa mecze pilki noznej.
Potem impreza w naszym domciu. Zaprosilam kolezanke na nalesniki a przyszlo troche wiecej osob (ponad dziesiec razy wiecej) ale polska goscinnosc nie zna granic (w przeciwienstwie do naszego mieszkania i sasiadow:), w kazdym razie impreza nie skonczyla sie miedzynarodowym skandalem. Ladna blondynka to turczynka z niemiec, druga to slowenka, blodny to Kees, holender od nas z uczelni (zreszta wszyscy), dziewczyna z kreconymi wlosami - Monika z Rumuni, blondynka angielka, chlopak z afro to smieszny portugalczyk (ktoremu sie nie podoba ze Polska wygrala z Portugalia w noge) i reszta to hiszpanie.. Acha, no i pracowalam troche na barze, nawet dobrze mi szlo, ale nie dostalam napiwkow :)
Hm..parties. There is a lot of things to talk about, but just see some pictures. There is no party withought Juanma and Kees :P Greetings guys, and of course withought Jef and Faraksen ( see you guys in Paris)
































|
No wlasnie. Jak sie zyje w Saragossie i co normalnie robimy. Poniedzialek wczesnym rankiem wstajemy na uczelnie (o 10.30) zeby dotrzec na zajecia. Zmeczone ale zadowolone wsiadamy do autobusu numer 23 i wziuuuuuuuu z szalonymi kierowcami na politechnike. Czasem usmiechnie sie do nas sprzedawca z supermarketu ktory ciagle stoi przy kasie i pali szlugi. Z naszego balkonu mamy widok pupy jakiejs muzy, a z jadalni jak widac ponizej, potem autobus, kilka graffiti i jestesmy na uczelni. Tam zajecia, francuzi, francuzki i hiszpanie, rolka papieru toaletowego do tornistra i mozna sie troche pouczyc:). Drobne, mocno przemyslane zakupy i jestesmy w domu. Jak mamy szczescie i nikogo nie ma w kuchni to gotujemy a potem wziuuup - troche social life. Ja przewaznie na capueire a Agata? Od niej to sie dowiem najwiecej :P Przyzwyczailysmy sie spac razem, nawet mi wygodnie, tylko jak przyjechala magda z maseczka wygladzajaca cere to Agata cos plumkala ze pachne lekiem i nie moze zasnac. Hm, how do we live in Zaragoza? We are going on university 3 times a week and then? A little bit of party, sunbathing on the huge tarace, sightseein and meeting with friends. Nothing special but nothing bad also. There you can see some pictures from the place we are living, from our house and things we are doing every day. Hm.....It is not me with white mask, it is not me:)






















|
Wlasnie, co do tego tematu powinna byc chyba oddziela kategoria.. niekonczaca sie historia zaczynajac AZ DO GRUDNIA
Piekne przyjazne zdjecia, my razem na imprezie - to bylo w pazdzierniku i chyba juz sie nie zdarzy. Naprawde o zyciu z reprezentantkami tego kraju moznaby duuuuuuuuzo napisac.. :) Pierwsza noc w nowymi mieszkaniu, a w zasadzie pierwszy poranek byl zwiastunem ze nie beda to zwykle wspollokatorki.. Wstalysmy rano do szkoly, wchodzimy do kuchni - a tam wszystko czarne czarniutkie czarniuchne, nic nie widac. Okazalo sie ze zapomnialy wylaczyc na noc garnuszka z woda, woda wyparowala a potem tylko czad i wegiel.. dobrze ze nie wyrzucilo nas w powietrze. Obudzilysmy dziewczyny zeby posprzatac. Wycieramy (to co zostalo z kuchni) a tu dzwonek do drzwi -ding dong. Okazalo sie ze to wlasciciel przyszedl naprawic palnik. Troche sie przestarszylysmy ze obczai, ale byl podpity czy moze przyslepy i przepraszal za balagan. :)
We are living in one flat with two italian grils. Uff, it is not an easy life. One of them is kind of 'artist' and because of that do not think about real life. Every day we are thinking if we woke up next day. First nght in our flat they burned kitchen. When I woke up to go on university and to study a lot of course I went to the kitchen to prepare my brakfast and what did I saw? All the kitchen was black (the day before it was white one). Everything burned. Just perfect - i thought. Specially that we were waiting for owner who had to fix something in the kitchen. Fortunetly he was drunk and do not see good and did not notice anything :). From those time smell of burned food and wood is with us allmost every day (because it was the first time they did it but not the last time). Under you can see few pictures made during our first week in Zaragoza. Together and happy (exept Agata who is casi siempre angry :P )
 

|
Najwazniejszy problem. Znalezc sobie mieszkanie ktore nie wyglada okropnie i nie kosztuje majatku. Kazdy ma z tym problemy. My szukalysmy chyba cztery piec dni. Niestety przyjechalysmy w weekend, kiedy to nasza uczelnia byla zamknieta, i nikt nie mogl nam pomoc w znalezieniu swoich czterech kontow. Duzo ogloszen jest zamieszczonych na stronce uniwersytetu www.unizar.es albo jest kilka ogloszen w lokalnych gazetach ktore mozna kupic w kazdym kiosku.
Naprawde, niektore miejsca byly ze tak powiem "ciekawe". Co mieszkanie to lepsze. Na przyklad - jedno ze starsza pania ktora mieszka na ulicy gdzie sa tylko burdele, i jedno normalne mieszkanie - jej. Upierala sie przy tym ze to spokojna okolica i nie ma problemow wieczorami :). Teraz to sie wydaje zmiesznie ale naprawde spedzalo nam to sen z powiek. Na szczescie mieszkancy Saragossy sa naprawde uprzemi. Przypadkiem poznalysmy hiszpanow, ktorzy studiowali w Polsce i spedzali z nami szesc godzin kazdego dnia przy telefonie umawiajac spotkania.. W koncu znalazlysmy cztery konty i zamieszkalysmy z wloszkami na starym miescie, ktore jest po prostu sliczne..Zostalo nam tylko sie uczyc hiszpanskiego i wybrac odpowiednie kursy na uczelni, sielanka.. ale jak wiadomo nic sie nie da przewidziec :)
A TUTAJ PARE FOTECZEK :)








|
W sumie to nie wiem czy pisać jak się tu dostałyśmy, chcemy żeby było dużo bo i tak facet nie rozumie. Najlepiej samolotem (ale jak masz fobie to ewentualnie 60 godzin w autobusie).. Loty są dość tanie z warszawy do londynu, tam troszkę trzeba poczekać (czyli dwanaście godzin), a potem do Saragossy..Jak sie kupi bilet troche wczesniej, to moze kosztuje w granicach 600 zlotych w dwie strony. My lecialysmy z
Wawy do Barcelony tam zlapalysmy autobus (airbus) z lotniska A2 ktory jedzie do centrum, wysiada sie przy fontannie na duuuuuuzym placu (nie wiem jak go znalazlysmy, na chybil trafil) a z tamtad jak nie ma sie za ciezkiej walizki to mozna przejsc pietnascie minut na piechotke na dworzec autobusowy, a jak jestes obladowany tak ze ledwo idziesz inie masz za duzo miesni to taksoweczka, nie wyniesie wiecej niz szesc siedem euro. Z dworca autobusy jezdza praktycznie co godzine. Trzy i pol godziny w luksusowych warunkach i jestes w Saragossie. Potem zlapalysmy taksoweczke do naszego hostalu, mieszkalysmy w Cataluna (25 euro za noc). Tansze sa hostale studenckie, gdzie noc i sniadanie kosztuje 10 euro, ale za to wszystko jest zabronione od jedzenia, palenia, picia az po zakaz rozmawiania na korytarzach, poza tym sprawdzaja liste obecnosci i drzwi zamykaja o dwunastej. Jedna francuzka nie wrocila na noc, bo nie zdarzyla przed klucznikiem i wyrzucili ja z tego akademika a przy okazji przepyrali wszystkie rzeczy. Ale, przeciez to tylko do spania.
|
HOLA
W Saragossie mamy marketing online, i jedną z naszych prac jest zrobienie bloga. Postanowiłyśmy napisać więc jak się nam tu żyje i tak dalej bo coś musi być na tej stronie i powrzucać nieco fotek Postaramy się w miarę możliwości pisać po angielsku i po polsku. Od razu przepraszam za gramatyke i literowki, ale o to chodzi, zeby sie zrozumiec. Czyz nie??
Hi, this blog is made for marketing online, I hope that our teacher will enjoy it:) We add some photos, and write about life in Zaragoza. All information will be in polish and english,
|
|